Dolina Aosty nie jest zwykłym alpejskim obniżeniem terenu — to głęboki, rzeźbiony przez pradawne lodowce wąwóz, zamknięty z trzech stron najwyższymi bastionami kontynentu. Od zachodu wznosi się lodowa korona Mont Blanc, od północy nieubłagana piramida Matterhornu i zębata grań Monte Rosa, a od południa dzikie, nietknięte pustkowia Gran Paradiso. Każdy z bocznych traktów odchodzących od głównej arterii rzeki Dora Baltea to osobna próba charakteru: drogi nie biegną tu w poprzek pasm, lecz wspinają się pionowo w głąb bocznych jarów, by zakończyć się pod czołem lodowca lub na surowej przełęczy granicznej.
Dla kolarza Aosta oznacza specyficzny rodzaj wysiłku — podjazdy są tu długie, często przekraczające 25 kilometrów, a różnica wysokości między dnem doliny a szczytem sięga nierzadko półtora kilometra w pionie. Przejście z ciepłego, winnego klimatu dna doliny w strefę arktycznego wiatru, modrzewiowych karłowatych lasów i spękanego od mrozu granitu odbywa się w trakcie jednej, nieprzerwanej wspinaczki. To kraina, w której droga asfaltowa jest jedynie wąską wstęgą zawieszoną nad przepaścią, kruchym śladem człowieka w nieodwracalnym krajobrazie lodu i skały.


