I. PODEJŚCIEDno doliny i cień modrzewi
Spękany alpejski asfalt wcinający się w gardziel Valtournenche. Długie, hipnotyzujące kilometry samotności przed granicą lasu.
U stóp południowej ściany Matterhornu • 1972 m n.p.m.
I. PODEJŚCIESpękany alpejski asfalt wcinający się w gardziel Valtournenche. Długie, hipnotyzujące kilometry samotności przed granicą lasu.
II. MASZYNERIAStalowe liny przecinające niebo. Człowiek zawieszony w próżni, podczas gdy kolarz mierzy się z grawitacją metr po metrze.
III. MONOLITGranitowa piramida miażdżąca dachy hoteli. Ostateczny mur kończący drogę bez wyjścia.


Rzut orograficzny i koordynaty
Wydawać by się mogło, że to podjazd bardzo masowy. Gnieciony turystyczną machiną, zagoniony przez stacje narciarskie i wyciągi, ale mimo to — broni się z niezwykłą godnością. Nie da się porównać jego finału z niczym innym, gdy po niemal trzydziestu kilometrach monotonnego naporu na pedały docierasz wreszcie do ściany Matterhornu. Czujesz się tak, jakbyś dotarł tam na linie wspinaczkowej, z rękoma ubrudzonymi białą magnezją. Prowadzi tam wprawdzie gładki asfalt, ale w płucach i w udach masz nieodparte wrażenie, że wydzierałeś tę skałę naturze kawałek po kawałku.
Dolina Valtournenche zaczyna się w Châtillon bez wielkich obietnic. Przez pierwsze kilometry droga wije się w gęstym cieniu modrzewiowego lasu, wzdłuż rwącego potoku Marmore. Spękania na asfalcie układają się w geometryczne mapy dawnych zim. Nachylenie nie zabija od razu — pięć, siedem procent — lecz hipnotyzuje długością. Tunele i surowe galerie przeciwlawinowe potęgują dudnienie oddechu. Nie ma tu widowiskowych agrafek w stylu Stelvio; jest za to nieubłagany, cierpliwy marsz w górę korytarza, który z każdym kilometrem zawęża horyzont.
IV. DETAL I FAKTURABłękitny jęzor lodu wiszący bezpośrednio nad architekturą doliny. Wycofujący się lodowiec i niewzruszony monolit.
A potem, tuż przed samym Breuil, kurtyna opada. Hotele, neony i infrastruktura kurortu znikają w cieniu olbrzyma. Cervino nie pozwala na siebie patrzeć obojętnie. Ta potężna, asymetryczna piramida zdaje się wisieć bezpośrednio nad twoją kierownicą. W kolarstwie szosowym istnieją przełęcze, które po prostu przecinasz, by zjechać w kolejną dolinę. Breuil-Cervinia jest czymś zgoła innym — to ślepy zaułek, ostateczny kres drogi. Dalej jest już tylko pionowa ściana, wieczny lód i milczenie.
Châtillon → Breuil-Cervinia • Ø 5.5%