Abruzja to serce włoskiego pasterstwa i krajobraz o skali, której nie sposób porównać z żadnym innym zakątkiem Półwyspu Apenińskiego. Wjeżdżając w głąb masywu Gran Sasso d'Italia, kolarz opuszcza śródziemnomorski ład gajów oliwnych i wąskich dolin, by nagle stanąć w obliczu przestrzeni przypominającej mongolski step lub bezkresne płaskowyże Azji Centralnej. Nie bez przyczyny Fosco Maraini nazwał ten rejon „Małym Tybetem” — na wysokości przekraczającej półtora tysiąca metrów rozpościera się tu pustynna, niemal bezdrzewna preria o długości niemal trzydziestu kilometrów, zamknięta od północy poszarpaną, wapienną koroną Corno Grande.
Dla szosowego wędrowca Abruzja oferuje doświadczenie absolutnego odosobnienia. Podczas gdy słynne przełęcze Dolomitów czy Alp w sezonie letnim dławią się karawanami autokarów, motocykli i komercyjnego zgiełku, tutejsze asfalty pozostają przejmująco puste. To kraina, gdzie rytm wyznaczają stada owiec pilnowane przez owczarki maremmańskie, świst wiatru hulającego po otwartej przestrzeni i surowy, spękany asfalt biegnący po horyzont. Podjazdy w Abruzji nie są tylko fizycznym wyzwaniem — są medytacją nad przestrzenią, w której człowiek natychmiast odzyskuje właściwe poczucie własnej znikomości wobec potęgi geologii.

